niedziela, 27 października 2013

KunstHaus, Muzeum Hunderwasser, Wiedeń,

***
po długiej przerwie, taki post od końca...
postanowiłam, że będę po swoich podróżach tych większych ale i tych malutkich zamieszczać wpisy na blogu...
czytałam takie wpisy z ogromną przyjemnością u innych ale ja jakoś do tej pory nie potrafiłam tego ogarnąć...
aż doszłam do wniosku, że warto...
zatem jak zawsze u mnie to bywa - w przypadku książek, gazet...
zaczynam od końca...
miał to być ostatni wpis dotyczący wyjazdu do Wiednia 
ale będzie pierwszy...
a co tam...


***
KunstHaus, Muzeum Hunderwasser, sierpień 2013 r.
kunst - sztuka...
kunst haus - dom sztuki...w rzeczy samej...
i powiem najkrócej: to moja Bajka...
kolory, ceramika, mozaika... podobało mi się wszystko...
ta nowa wizja, nowatorskie podejście do architektury...
w zgodzie z przyrodą, naturą...mogę pakować walizki i fruu...
gdyby tylko nie ten nieszczęsny brzydki język - niemiecki...
bariera nie do przejścia...


***

KunstHaus jest budynkiem komunalnym, o nieregularnych płaszczyznach, często porośniętych roślinnością, w którym o ile dobrze pamiętam jest 50 - obecnie zamieszkałych mieszkań. W swoim projekcie, Hunderwasser połączył różne wielkości okien, zastosował odważne zestawienia kolorów, którymi pokryto budynek i do tego wszystkiego dodał nagle wdzierającą się roślinność. Roślinność na początku budzi zdumienie, nie pasuje ale już po paru chwilach czuje się jedność budynku z krzewami, pnączami czy wreszcie drzewami. Hunderwasser, żył w latach 1928-2000, był austriackim malarzem, rzeźbiarzem, performerem i aktywistą społecznym. Głównie jednak zasłynął z niecodziennych realizacji budowlanych. Powołał do życia również centrum wystawowe, w którym obecnie mieści się nie tylko stała ekspozycja z jego dziełami ale również odbywają się czasowe wystawy artystów sztuki współczesnej z Europy i Świata. My odwiedziliśmy tylko tę część muzeum, która poświęcona była dziełom Hunderwassera. W drugiej części można było oglądać wystawę fotografii nieżyjącej Lindy Mccourtney... nawet chciałam ją obejrzeć, ale muszę przyznać, że ceny biletów do muzeów, galerii czy nawet kościołów w Wiedniu powalały na kolana. Trzeba było wybierać...










W muzeum oczywiście nie można było robić zdjęć ale parę się udało. Twórczość Hunderwassera uważana była za kontynuację secesji wiedeńskiej, niektórzy zauważają także wyraźne wpływy Gaudiego. Trudno mi to ocenić, bowiem niektóre dzieła Gaudiego znam jedynie z internetu. Mam jednak nadzieję pewnego dnia zobaczyć je także na żywo. W obrazach Hunderwassera można dopatrzeć się ewidentnie wpływów malarstwem Klimta i mojego odkrycia - Egona Schiele.
Swoją drogą, fajnie byłoby mieszkać w takim otoczeniu...szczególnie kiedy na dworze szaro, buro, ponuro... Czy życie nie byłoby wtedy bardziej radosne, bardziej kolorowe?
A oto dowód, że mam rację. Oddział onkologii Szpitala Uniwersyteckiego w Grazu, w roku 1991 poprosił Hunderwassera o przebudowę, przekształcenie pomieszczeń szpitalnych dla pacjentów cierpiących na raka w "szczęśliwe miejsca". Artysta nie tylko dokonał tej przemiany ale także wspomógł finansowo szpital. Dwa lata po przebudowie, przeprowadzono badanie wśród pacjentów w celu zebrania informacji jak czują się w nowym środowisku. Badanie udowodniło, że chorzy na raka czują się psychicznie lepiej w kolorowych, asymetrycznych wnętrzach i znacznie poprawił się ich stan zdrowia. 







Po wyjściu z muzeum można udać się do kawiarni, która jest w tym samym budynku i np w bardzo klimatycznym ogrodzie wypić pyszną kawę i zjeść jeden z typowych wiedeńskich smakołyków: podawany na ciepło, strudel serowy. 












środa, 12 września 2012

sens

jaki ma sens blogowanie...
czym miało być...
czymś w rodzaju wirtualnego pamiętnika, na którego strony przelewam - ubrane w bardziej lub mniej zgrabne słowa - osobiste przemyślenia, odczucia czy uwagi...
jeśli tak, to może powinnam zamknąć go na kluczyk i udostępniać tylko osobom, które lubię, szanuję i którym ufam...
po co narażać się na opinię lub  krytykę osób, które nie spełniają powyższych... albo co gorsza na jakieś donosicielstwo...a może z drugiej strony powinno się do tej krytyki lub ewentualnego szkodliwego działania mieć dystans i być ponad...
nie zastanawiałam się nigdy nad tym, aż pewnego dnia na FB jeden ze znajomych napisał innemu, żeby uważał bo jego pracodawca może przeczytać co napisał i zaczną się problemy...
i wtedy zaczęło się kotłowanie w mojej głowie...
bo co powie albo pomyśli mój syn, jeśli....
bo co powie mój "mąż" nawet jeśli  formalnie "mężem" mym nie jest i nigdy nie będzie...
bo co powie koleżanka siedząca obok w pracy...
albo kolega...
albo mama, kuzynka, teściowa...
szef... szefowa... król...królowa... bóg
jeśli istnieje...
no właśnie...

dobranoc





niedziela, 26 sierpnia 2012

smutne, o starości...

smutne, o starości... 
tak brzmiał komentarz pod jedną z poniższych fotografii...

***
czy boję się starości?
hmmm...tak...
boję się głównie ograniczeń, które może ze sobą nieść...
boję się samotności w starości...
boję się chorób...
i boję się śmierci...

a jednak,  kiedy obserwowałam bohaterkę poniższych fot to muszę przyznać, że ani przez chwilę nie pomyślałam o starości...
nie wiem czy to dlatego, że byłam w pięknym miejscu i klimat owego przysłonił mi tę starość...
może to piękna pogoda i wolność od obowiązków...
czy może jednak  ja po prostu nie widziałam w tej kobiecie starości...
być może trudna sytuacja finansowa zmusiła ją do sprzedawania pamiątek pod katedrą w Szybeniku...
a może po prostu lubiła to robić bo wiązało się to z kontaktami w ludźmi...
obserwowałam ją dobrych parę chwil i kiedy powróciliśmy do Szybenika po paru dniach znowu ją zastałam w tym samym miejscu...
z tym samym ciepłem bijącym od niej...
owa pani lubiła też obserwować innych ludzi, turystów...przyglądając się im i wodząc ich wzrokiem w skupieniu...
być może to był też jej sposób na spędzenie czasu... w oczekiwaniu na "klientów"...
***
jak to powiedział Pan Straight w filmie Lyncha:
" co jest najgorsze w starości?.... to, że pamiętasz młodość"....






środa, 18 lipca 2012

zaproszenie

zapraszam do mojej opowieści o przygodzie życia z gliną

www.pracowniablue.blogspot.com

środa, 20 czerwca 2012

paryż i miłość, kawa i calvados, łuk triumfalny i remarque

kiedy wzięłam w ręce "łuk triumfalny" remarque nie przypuszczalam, że bedzie to milość od pierwszego przeczytania, od pierwszej strony,
nie przypuszczałam, ze będę zazdrosna o ksiazkę, że będę chłonąć ją wciąż i wciąż, bez końca
nie wydaje mi sie, żeby ktos lepiej niz remarque pisał o rzeczach tak istotnych dla czlowieka ...
paryż i calvados...
cierpki jego smak... który uwielbiam...
calvados i dr ravic
ravic i joanna
samotność i miłość,
miłość a wolność...
paryż..
calvadosu cierpki smak

po prostu prostokąt

p jak prostokąt...




niedziela, 10 czerwca 2012

kibicem być...

kibic...ten co biegnie na stadion z flagą narodową w ręku, z peruką na głowie i trąbiąc z całych sił dopinguje naszych nawet wtedy, kiedy Szczęsny schodzi z boiska po czerwonej kartce, a cała reszta ledwo oddychając próbuje sklecić jakąś akcję na boisku... a może ten, który siedzi wygodnie w fotelu popijając zimne piwko i narzeka na Smudę... albo powtarza o nim nowy dowcip: Panie Trenerze co u Pana dobrego? A dziękuję, bez zmian... w nawiązaniu do ostatniego meczu bez zmian zawodników... a kim są nasi byli piłkarze, którzy za pewnie sporą kasę pojawili się tak licznie w studiach róznych telewizji i tak dogłębnie oceniali każdy fragment gry komentując decyzje trenera... sami nie mając za dużo do pokazania w przeszłości... pitu pitu, pierdu pierdu... oni też kibicują? ja chyba nie mogę się nazwać kibicem piłkarskim. owszem, oglądam ważniejsze mecze naszej repreznetacji ale właściwie to chyba bardziej patriotyzm nizli miłość do piłki... ale powiem szczerze, że szlag mnie trafił, kiedy usłyszałam dysputy i wywody Pana Tomasza H. (naszego byłego reprezentanta, który dla mnie żadnym piłkarskim autorytetem nie jest) w TV Polsat bodajże, a póżniej przeczytałam gdzieś w necie o tym, jak to w naszej reprezentacji jest żle, bo trener nie pozwala pić... a przecież inni pozwalają :) uważam, że mając 62 w rankingu drużynę piłkarską powinniśmy zwyczajnie się cieszyć, że mamy w naszym pieknym kraju piękne sportowe wydarzenie, a nie narzekać wszędzie i zawsze na coś tam... jak nie to żle to co innego niedobrze... a w ramach kibicowania i nastroju piłkarskiego szaleństwa dwie małe foty - bo chyba każdy chłopak i sporo dziewczynek chciało zostać kiedyś piłkarzami :) POLSKAAAAAAAAAAAAAAAA, BIAŁO-CZERWONIIIIIIIIIII!!!!!!!