poniedziałek, 24 lutego 2014

zwarsztatowałam sie...

jak wiecie, ceramika jest bardzo bliska memu sercu...
jak dotąd nie miałam do czynienia z odlewami...
nie powiem, żeby nie kusiły...
oglądałam...
trochę czytałam...
ale nie próbowałam...
może dlatego, że bardziej ceniłam sobie to co ludzie tworzą własnymi paluchami, 
ożywiają swoje anioły, koty czy inne twory...
ale postanowiłam wreszcie spróbować...
oczywiście zapomniałam sfotografować dokładnie tego co wyszło z odlewów.. ale to cała ja...
poprawię się i pokaże moje dzieła po pierwszym, biskwitowym wypale...
witajcie u Jadzi... w Jej magicznym miejscu w Siemianowicach Śląskich, gdzie lejna masa łączy się z magią...








Dziękuję.
 Było cudownie. Wspaniałe kobietki, cudowna Gospodyni. A teraz jeszcze parę ujęć pracowni:



sobota, 9 listopada 2013

Pocztówka z Wiednia

***
Wiedeń podobał mi się bardzo.
Jest elegancki, klasyczny, urzekający i po prostu piękny. Na pewno to jedno z miast w których mogłabym zamieszkać. Może to dziwne ale lubię duże miasta, dlatego też obok Londynu, Paryża i Amsterdamu do miejsc mojego zakotwiczenia dopisuję Wiedeń. Wiele osób tego nie rozumie. Po co pchać się do dużego miasta, z jego zgiełkiem, hałasem, tłumem ludzi i korkami. Zdecydowanie lubię ten ruch, lubię obserwować ludzi dookoła, lubię poza tym przemieszczać się metrem, które w każdym z tych miast doskonale spełnia swoją rolę. Poza tym, to co uwielbiam w takich dużych miastach to ich możliwości, dostępność do wszystkiego co kocham na wyciągnięcie ręki...
a teraz parę pocztówek z Wiednia




















sobota, 2 listopada 2013

Pałac Schonbrunn - wiedeński ordung

***
kiedy mówiłam o wyjeździe do Wiednia, parę razy usłyszałam, że Wiedeń może mnie rozczarować...
że niemiecki, a w tym przypadku austriacki ordnung (porządek, ład) bywa męczący i mało interesujący jeśli chodzi o atmosferę, i klimat miasta...
szczerze powiedziawszy, jedyny raz kiedy pomyślałam o Wiedniu w kontekście tego właśnie stwierdzenia miało to miejsce dokładnie wtedy, kiedy odwiedziliśmy Schonbrunn...
Pałac jest rzeczywiście okazały i obiektywnie rzecz ujmując piękny ale nie jest to jednak ten typ architektury, który budzi mój szczególny zachwyt...
może dlatego, że tutaj wszystko jest takie uporządkowane, stoi dokładnie w tym miejscu w którym powinno, jest proporcjonalne, symetryczne, takie prawie doskonałe...
nie Pałac Schonbrunn - dawna, letnia rezydencja cesarzowej Sisi zrobiła na mnie największe wrażenie...  
ale to przypałacowe, francuskie ogrody i Glorietta na wzgórzu oczarowały mnie najbardziej...
Glorietta, która nie była wcale wybudowana na cześć jakiegoś spektakularnego, jak dotąd sądziłam, zwycięstwa wojsk austriackich; okazała się po prostu budowlą parkową lub ogrodową jak kto woli, wybudowaną na wzgórzu, w formie otwartego pawilonu i będącą integralną częścią ogrodu francuskiego... 
wiedeńska Glorietta jest jedną z tych najbardziej znanych i rzeczywiście jest okazała i piękna...






i Glorietta w całej okazałości...



oraz parę pocztówek, tym razem czarno-białych





niedziela, 27 października 2013

KunstHaus, Muzeum Hunderwasser, Wiedeń,

***
po długiej przerwie, taki post od końca...
postanowiłam, że będę po swoich podróżach tych większych ale i tych malutkich zamieszczać wpisy na blogu...
czytałam takie wpisy z ogromną przyjemnością u innych ale ja jakoś do tej pory nie potrafiłam tego ogarnąć...
aż doszłam do wniosku, że warto...
zatem jak zawsze u mnie to bywa - w przypadku książek, gazet...
zaczynam od końca...
miał to być ostatni wpis dotyczący wyjazdu do Wiednia 
ale będzie pierwszy...
a co tam...


***
KunstHaus, Muzeum Hunderwasser, sierpień 2013 r.
kunst - sztuka...
kunst haus - dom sztuki...w rzeczy samej...
i powiem najkrócej: to moja Bajka...
kolory, ceramika, mozaika... podobało mi się wszystko...
ta nowa wizja, nowatorskie podejście do architektury...
w zgodzie z przyrodą, naturą...mogę pakować walizki i fruu...
gdyby tylko nie ten nieszczęsny brzydki język - niemiecki...
bariera nie do przejścia...


***

KunstHaus jest budynkiem komunalnym, o nieregularnych płaszczyznach, często porośniętych roślinnością, w którym o ile dobrze pamiętam jest 50 - obecnie zamieszkałych mieszkań. W swoim projekcie, Hunderwasser połączył różne wielkości okien, zastosował odważne zestawienia kolorów, którymi pokryto budynek i do tego wszystkiego dodał nagle wdzierającą się roślinność. Roślinność na początku budzi zdumienie, nie pasuje ale już po paru chwilach czuje się jedność budynku z krzewami, pnączami czy wreszcie drzewami. Hunderwasser, żył w latach 1928-2000, był austriackim malarzem, rzeźbiarzem, performerem i aktywistą społecznym. Głównie jednak zasłynął z niecodziennych realizacji budowlanych. Powołał do życia również centrum wystawowe, w którym obecnie mieści się nie tylko stała ekspozycja z jego dziełami ale również odbywają się czasowe wystawy artystów sztuki współczesnej z Europy i Świata. My odwiedziliśmy tylko tę część muzeum, która poświęcona była dziełom Hunderwassera. W drugiej części można było oglądać wystawę fotografii nieżyjącej Lindy Mccourtney... nawet chciałam ją obejrzeć, ale muszę przyznać, że ceny biletów do muzeów, galerii czy nawet kościołów w Wiedniu powalały na kolana. Trzeba było wybierać...










W muzeum oczywiście nie można było robić zdjęć ale parę się udało. Twórczość Hunderwassera uważana była za kontynuację secesji wiedeńskiej, niektórzy zauważają także wyraźne wpływy Gaudiego. Trudno mi to ocenić, bowiem niektóre dzieła Gaudiego znam jedynie z internetu. Mam jednak nadzieję pewnego dnia zobaczyć je także na żywo. W obrazach Hunderwassera można dopatrzeć się ewidentnie wpływów malarstwem Klimta i mojego odkrycia - Egona Schiele.
Swoją drogą, fajnie byłoby mieszkać w takim otoczeniu...szczególnie kiedy na dworze szaro, buro, ponuro... Czy życie nie byłoby wtedy bardziej radosne, bardziej kolorowe?
A oto dowód, że mam rację. Oddział onkologii Szpitala Uniwersyteckiego w Grazu, w roku 1991 poprosił Hunderwassera o przebudowę, przekształcenie pomieszczeń szpitalnych dla pacjentów cierpiących na raka w "szczęśliwe miejsca". Artysta nie tylko dokonał tej przemiany ale także wspomógł finansowo szpital. Dwa lata po przebudowie, przeprowadzono badanie wśród pacjentów w celu zebrania informacji jak czują się w nowym środowisku. Badanie udowodniło, że chorzy na raka czują się psychicznie lepiej w kolorowych, asymetrycznych wnętrzach i znacznie poprawił się ich stan zdrowia. 







Po wyjściu z muzeum można udać się do kawiarni, która jest w tym samym budynku i np w bardzo klimatycznym ogrodzie wypić pyszną kawę i zjeść jeden z typowych wiedeńskich smakołyków: podawany na ciepło, strudel serowy.